Jak zawsze trudno jest mi sie zebrać, by cos napisać. Zawsze cos sie dzieje, o czym mogłabym napisac, ale zazwyczaj zajmuje mi na tyle czas, że blog wypada mi zupełnie z głowy. Dlatego korzystając z wolniejszego wieczoru mogę sobie troche popisać.
Z pozytywnych wiadomości - rodzice w końcu zgodzili się na Mazury z moim kochaniem :). Sama boję sie tego wyjazdu, czy nie będ eprzeszkadzać, czy będe potrafiła się zachować wśród sporo starszych osób, czy nie będe zawadzać. Wierzę, że M. w razie czego mi pomoże :). Poza tym jednak G. zaprosiła mnie do siebie na urodziny, tylko że trochę pokopała się sprawa z terminami - podała mi złą datę, ale w końcu sie udało. Co nie zmienia faktu, że w sumie coś, co mogło przerodzić się w fajną znajomość, rozpadło się. Trudno, bywa i tak, nie mam po im płakać. Kolejne z dobrych wydarzeń to dzisiejszy wypad na granie. Urwałyśmy się z S. ze szkoły, polazłyśmy na lotnisko i śpiewałyśmy. Przylazło kilkoro jej znajomych z piwem, ale ponieważ pili sami i nie pochlali się zbytnio, to był luz.
Nie mogę doczekać sie spotkania z M. Oby udało się skombinować wolna chatę. Pragnę go jak diabli ^^. On chyba mnie też.
Cóż tatuś mnie wygania z kompa. Miałam jeszcze pewnym koledze, który chyba nie moze się zdecydować, czy mnie próbuje podrywać, czy nic nie robi i tylk osię tak głupio zachowuje. Cóż, może następnym razem.
Tagi: pleple
skomentuj (0)
Jak zwykle pokłóciłam się z matką i jak zwykle nie wiem co z naszymi problemami zrobić. Oskarżamy sie wzajemnie o egoizm i brak zrozumienia. Chociaż nie, matka podkreśla moją aiwność i chęć pomagania innym. Egoistka-altruistka? Tylko u nas.
Zaczynamy coraz mocniejsze ataki. Dowiedziałam się, że wszystko jest moją winą, że przeze mnie ona czuje sie intruzem w domu, że nie myślę o jej uczuciach, że zapewne w ogóle nie myślę. Trudno. Niech tak uważa. Akurat głupim przypadkiem często zastanawiam się jak na coś zareaguje matka i w zależności od sytuacji - albo po cichu zmieniam plany, by się nie czepiała, albo wręcz przeciwnie - robię jej całkowicie na złość. Nie wiem dlaczego, może gdyby tak bardzo nie podkreślała swojej nieomylności, tego, że ona "nikogo nie ocenia, tylko wyraża swoją opinię, za którą ją zawsze linczujemy", gdyby nie zwracała zawsze uwagi na siebie i tylko na swoje uczucia, może byłoby inaczej. Bo obecnie już po prostu nie chce mi się ani jej słuchać (bo nie jest dla mnie autorytetem), ani odpowiadać na jej zaczepki, ani... nic mi sie nie chce robić w związku z nią. Może rzeczywiście powinnam zbierać kasę i się wyprowadzić na początku studiów? Kusząca propozycja.
Mogłabym tu jeszcze trochę napisać o wydarzeniach ostatniego czasu, bo trochę minęło, ale za bardzo siedzi we mnie kłótnia. W skrócie - G. nie zaprosiła mnie na swoją osiemnastkę, chociaż mówiła, że się przyjaźnimy (widać jak zwykle jestem uważana za osobę, która jest do kolegowania się w szkole, bo poza szkołą się pewnie nie umie bawić), moge pojechać na InO z M., kończą się ferie, w czasie których przechowałam się kilka dni u babci, a resztę czasu spędziłam przed kompem lub trochę z M.
Teraz chyba sobie popykam w coś, odreaguję, a potem będe unikać matki, bo nie przeproszę jej - nie ma za co. Potem ulotki, gadanie z M. jako jedyny jasny punkt dnia. A od jutra szkoła i odliczanie do zjazdu, świąt, maja, końca roku i wakacji, po drodze paru wyjazdów. Jak co roku.
Tagi: codzienność, kłótnia
skomentuj (0)
Troche czasu nie pisałam, bywa. Zakończenie semestru, oceny poleciały mi w chuj, ciekawe czy rodzice zozumieją.
Kiedyś miałam zdecydowanie lepsze oceny, z różnych przyczyn. Inny materiał, brak jakiegokolwiek życia poza nauką (a teraz chcę mieć czas dla M.), potrzeba zajęcia sobie czymś czasu, więcej chęci. Nie jest źle, średnia 3,9 lub 4,0. Oczywiście wychowawczyni powie mi, że "opuściłam się w nauce i jest to niepokojące". Ale walić ją. Ja chcę żyć :). Chcę się uczyc przede wszystkim tych przedmioów, które będe zdawać - i z nich oceny mam dobre - a reszta przynajmniej na 3. Chociaż moja 3 z przedsiębiorczości to śmiech na sali. Na koniec roku będe miała 4,5, poprawię kilka ocen i będize pięknie :).
Z M. będe mogła spotkac ise dopiero za tydzień. Długo. Już tęsknię. Na szczęście po jego sesji jest akurat czas moich ferii, więc będzie miło. Spędzimy ze sobą więcej czasu. Zobaczymy jak wyjdzie.
Niby nie pisałam tu przez jakiś czas, ale moje myśli często krążą wokół pisania w necie. Tego mi potrzeba - pisania o zwykłych codziennych pierdołach, o chwilowych uczuciach, których będę się potem wstydzić. A jednocześnie uczucia, że może się z kimś tym dzielę. Tak ,tego potrzebuję :)
Coraz częściej łapię sie na tym, że się nie potrafię nudzić. Zawsze znajduję coś ciekawego do zrobienia - gra na gitarze, książki, rozmowa z M., przeglądanie internet w poszukiwaniu pierdółek, którymi potem zasypuję znajomych. Od kiedy jestem z moim kochaniem w końcu przestałąm się bać moich myśli, ale paradoksalnie mniej czasu zajmuję sie rozważaniami. Wcześniej jedno zdjęcie, zdanie, imię, potrafiło przywołać wspomnienia, których chciałam sie pozbyć. Teraz, gdy pogodziła sie z przeszłością własnie dzięki M., przeszłość mnie nie gnębi i mam czas... by żyć. W końcu dostrzegam różnorodność świata i widzę, że kilka ostatnic lat mogłam poświęcić mnóstwu ciekawych zajęć, a ja je zmarnowałam.
Dziwnie jest się nie nudzić. Nagle każdy dzień płynie mi szybciej, czas liczę od spotkania do spotkania z M., który jest dla mnie najwazniejszy, a każda chwila z nim spędzona dodaje mi energii. Dla mnie dopiero co były wakacje, w czasie których widywalismy się prawie codziennie. Nagle zrobiło się zakończenie semestru w szkole. Za moment ferie, potem Wielkanoc i nim sie zorientuje koniec roku szkolnego. Dawniej każdy dzień wydawał się być dwa razy dłuższy. Teraz moje dni są trzy razy za krótkie. Może dlatego nuda się nie mieści w planie doby?
Podobno za szybko teraz żyję. Nieprawda - mam mniej zajęć dodatkowych, bo nie potrzebuję zapychac sobie czasu. Teraz chce tylko nadrobić zgubione chwile, cieszyc się życiem i bliskością M.. Chce chodzić z nim do kina, na koncerty, do teatru. Chcę dyskutowac do późna o książkach. Chcę po zdanej maturze pójść na studia, wciąż z M, u boku. A potem chcę, by moje kochanie wypełniło swoją obietnicę.
Niezbyt to orginalny plan, ale zapewnia brak nudy. Czy moge się nudzić rozmawiając z M., który zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć? Wątpię.
Jutro M. przyjeżdża do mnie, z czego się strasznie cieszę. Nawet po tej notce widać, jak bardzo jest on obecny w moim życiu. Dzięki niemu żyję. Bez niego... nie, nie chce sobie wyobrażać, co by było bez niego. Chcę mysleć tylko o tym, jak będzie z nim.
Pikku Myy
Tagi: nuda
skomentuj (0)
Witam.
Nie wiem czy w ogóle mam tu kogo witać, ale to nie istotne - piszę tego bloga wyłącznie dla siebie. Kultura osobista wymaga jednak przywitania. Skoro już część formalną mam za sobą, mogę w końcu przejść do sedna notki.
Właśnie, do sedna. O czym można napisać pierwszą notkę? Czy powinnam się przedstawić, opisać swoje upodobania, zainteresowania, marzenia? Prosto z mostu przedstawic mój mały intymny świat? Można i tak. Ale po co. Czyżbym liczyła, że ktoś dostrzeże ten krotki wpis?
To nie jest pierwszy blog, choc licze, że w końcu będe potrafiłą pisać przez dłuższy czas. Nie wiem, co będzie celem tego bloga. Prawdopodobnie stanie się on zbiorem wszelkiego rodzaju przemyśleń, cytatów, problemów, uczuć, codzienności. Bo o czym innym mogłabym pisać?
Impulsem do założenia bloga była kolejna kłótnia rodziców. Coraz częściej myslę, że są ze sobą tylko z przyzwyczajenia, tylko boją się do tego przyznać. Nie wiem tylko dlaczego mój ojciec pozwala tak sobą pomiatać. Ja też czasem mu powiem coś niemiłego, nie jestem święta. Ale to nie znaczy, że tato też jest bez winy; w naszej rodzinie wszyscy jestesmy winni i wszyscy udajemy, że nie ma problemów. Nienawidzę tego. Nienawidzę za to mojej rodziny. Nienawidzę za to siebie. Mam tylko nadzieję, że ja i M. nigdy nie będziemy tacy za kilkadziesiąt lat. Bo wierzę, że za kilkadziesiąt lat wciąż bedziemy razem i wciąż będziemy szczęśliwi. Pewnie nie takim upojnym zakochaniem jak obecnie, ale szczęśliwi dzięki wzajemnemu wsparciu i przyjaźni w miłości.
Na tym chyba na dzisiaj kończę. Gdybym chciała napisać wszystko, co mi sie kłębi w głowie, to notka byłaby tak koszmarnie bez sensu, że nawet ja - bałaganiara do kwadratu - miałabym dosyć.
Pozdrawiam nieistniejącego czytelnika, którym mógłby być M., mój brat czy ktokolwiek z moich znajomych, gdybym tylko podała komukolwiek adres bloga.
Pikku Myy
Tagi: pierwsza notka, wstęp
skomentuj (0)